Systemy Wymiany Linków – za czy przeciw?
Systemy Wymiany Linków (SWL-e) są rodzajem programu partnerskiego webmasterów. Każdy z nich udostępnia na swojej stronie miejsce do wyświetlania linków i w zamian otrzymuje linki na innych stronach w sieci. Szczyt popularności Systemów Wymiany Linków przypadł na lata 2008-2011, kiedy miała miejsce głośna premiera SeoDopalacza i kilku innych systemów, a na rynku SEO co większe tego typu projekty wychodziły z podziemia.
Naturalnie zdobyte linki są ułamkiem tego, co można uzyskać dzięki systemom. Ciśnienie na posiadanie linków rośnie z każdym dniem, bowiem strony są sortowane w wyszukiwarkach przede wszystkim według ilości linków.
Nie od dziś rankingi w praktycznie wszystkich frazach (hasłąch) kształtują się w sposób zbliżony do przykładu:
#1 miejsce – 5000 linków
#2 miejsce – 4500 linków
#3 miejsce – 4000 linków
#4 miejsce – 50 linków
#5 miejsce – 40 linków
Gołym okiem widać, że osiągnięcie pierwszych pozycji jest niemożliwe przy zastosowaniu zalecanych przez Google technik, a doszlifowane do perfekcji automaty rywalizują pomiędzy sobą na płaszczyźnie niedostępnej zwykłemu śmiertelnikowi. Schemat taki jak wyżej widać w panelu administracji każdego SWL-a (kilka osób z Polsce ma dostęp do takich danych, dzięki zaufaniu Użytkowników mam przyjemność być jedną z nich).
Wróćmy na moment do roku 2004, kiedy miały miejsca pierwsze spotkania ówczesnych chłopców na rowerach, a dzisiejszych znanych specjalisów, lub potentatow w branży pozycjonowania. Na jednym z takich spotkań, snuliśmy domysły, w którym kierunku to ewoluuje, jak będzie wyglądało pozycjonowanie w przyszłości? Nie bez znaczenia jest fakt, że dobra intuicja podparta wiedzą, to czynnik sukcesu nie tylko w tym biznesie. Jeden z nas powiedział, że czeka na moment, kiedy pozycjonować będą superautomaty, o wydajności tysiąca Chińczyków (Chiny były wtedy jeszcze synonimem ciężkiej pracy robotniczej).
Faktycznie. Pomijając brak wielkiej konkurencji i de facto znajomość na płaszczyźnie towarzyskiej wszystkich “grubych ryb” na rynku, pozycjonowanie w tamym okresie opierało się przede wszystkim na wysokich kosztach robocizny. Królowało ręczne zdobywanie linków, nieautomatyczna optymalizacja serwisów, ręczne katalogowanie. Stąd mieliśmy tak gigantyczną przewagę po stworzeniu skryptów do automatycznego katalogowania które zastępowały 50 sekretarek i poza początkową inwestycją kosztowały trochę naszej pracy i utrzymanie hostingu, czyli w skali roku jeden dzień pracy jednej ze wspomnianych sekretarek.
Przykład skryptu automatycznego katalogowania jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Dziś w dobie konieczności cięcia kosztów, automatyzuje się wiele innych czynności, choćby fakturowanie (płatności online, autowysyłka, e-faktura), kontakt z klientem (autorespondery), obsługę telefoniczną (IVR, VOIP). Ten kto jest w stanie sprzedać dwukrotnie tą samą usługę, jest dwa razy bogatszy, lub, patrząc na to z drugiej strony, ma dwa razy niższe koszty jednostkowe. Kiedy usługa jest tańsza niż koszt jej wyprodukowania, wielokrotna czynność jest fundamentem powodzenia inwestycji. Dlatego też, SWL-e były i są tak wielkim przełomem, bo zamiast dokonać aktu pojedynczej wymiany linków, za grosze wykonują miliony takich wymian w ciągu doby.
Nic w przyrodzie nie ginie. Jeżeli jednemu jest dobrze, innemu jest źle. Miało to odzwierciedlenie w bezsilnej decyzji Google, która obwieściła zakaz wymiany linków (!) i używania automatycznych skryptów do wymiany linków.
Bądźmy uczciwi i nazywajmy czarne czarnym, a białe białym:
Google zabraniając stosowania SWL nie walczy ze spamem (dziś strony systemowe są wartościowe), czy nie walczy z linkami dla robotów a nie dla ludzi (jakim prawem mają wymagać co umieszczamy na swoich stronach?).
Google tylko stara się podwyższyć cenę usługi SEO, aby była mniej konkurencyjna w stosunku do AdWords. Bezczelnie zabrania swoim rynkowym konkurentom automatyzacji, a rzeszom naiwnych zaleca drogie i mało skuteczne działania, by zniechęcając się, przyczołgali się z pieniędzmi i kupowali kliknięcia.
Systemom Wymiany Linków natomiast, nie chodzi o nieuczciwą wymianę, nietematyczne linki przez które nigdy nie przejdą ludzie, czy z definicji działania sprzeczne z zasadami.
Jedynym powodem istnienia SWL-i jest obniżenie ceny usługi SEO, aby była bardziej konkurencyjna w stosunku do AdWords.
Widzimy więc, że jeżeli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze, i to nie byle jakie. Rynek reklamy w wyszukiwarkach na świecie warty jest grube miliardy dolarów.
Google nadużywając pozycji monopolisty (za którą idą prawne zobowiązania!), pod płaszczykiem etyki pozwala sobie na zagrania mające z etyką niewiele wspólnego:
- Nakazywanie postronnym osobom (dzięki których stronom może żyć korporacja) stosowanie wygodnych dla siebie zasad konstrukcji stron
- Zabranianie zarabiania na stronach (!), np. sprzedaży linków bez pośrednictwa korporacji
- Kopiowanie treści ludzi, mimo, że nie wyrazili oni na to zgody (stosując domniemanie zgody, zamiast domniemanie braku zgody – na tym nieuczciwym założeniu w ogóle powstała korporacja)
- Filtrują losowo strony, zmuszając uzależnionych wcześniej od siebie właścicieli stron do niewolniczego wykupu reklam (czyn nieuczciwej konkurencji), o zależnościach pomiędzy zaprzestaniem korzystania z boksów/AdWords (zbicie niewolnika pejczem za to że na moment ośmielił się odejść z szeregu) znamy już legendy
- Zabraniają stosowania SLW-i, mimo braku możliwości ich wykrycia, licząc że durne tłumy (czytaj: klienci) na to pójdą. I w sporej części na to idą, kończąc jako niewolnicy kupowanych kliknięć.
Taka postawa nie tylko jest bezczelna. Jest też nieetyczna, a jako że ukryta pod płaszczykiem etyki, jest hipokryzją.
Piszę o tym tylko dlatego, żebyś wiedział o co w tym wszystkim chodzi. I nie wdawał się w może i emocjonujące, ale płonne dyskusje o czarnym i białym seo.
Jeżeli ktokolwiek Ci mówi, są SWL-e są złe, zastanów się dlaczego tak twierdz? Zastanów się, czy przy okazji nie wciska Ci alternatywnego produktu za podejrzanie niską cenę. Zadaj też sobie pytanie, czy na pozycjonowanie strony chcesz poświęcić pół roku, czy pół godziny.
Wrzesień 28th, 2009 o 5:24 pm
“Widzimy więc, że jeżeli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze, i to nie byle jakie.”
Tyle że to dotyczy nie tylko Google, ale także tych, którzy zarabiają na systemach.
“Jeżeli ktokolwiek Ci mówi, są SWL-e są złe, zastanów się dlaczego tak twierdz?”
Jeśli twierdzi, że są dobre, również się nad tym zastanów
A tak na poważnie, masz rację w wielu kwestiach, ale zwróć uwagę na to, że nie tylko Google dba o swoje interesy i wszelkimi sposobami próbuje nakłonić do stosowania się do ich zasad.
Październik 1st, 2009 o 2:54 pm
najbardziej przypadło mi do fustu zdanie: ‘Szczyt popularności Systemów Wymiany Linków przypadł na lata 2008-2011, kiedy miała miejsce głośna premiera SeoDopalacza…’ z dwóch powodów: 1. zacząłem z niecierpliwością oczekiwać 2011 obgryzając paznokcie, które dostają się w szpary między poszczególnymi przyciskami klawiatury. 2. Rzeczywiście (ja!) też pamiętam głośną premierę SeoDopalacza (i innych) co sprawia, że to ‘ja’ bardziej się z tematem wpisu, jeżem oraz Lexy, Szookiem i całym światem pozycjonerskim jakoś zżywa ( ;] ). A na poważnie – nie podzielam opinii o kształtowaniu się rankingów w ‘w praktycznie wszystkich frazach’ w sposób jaki pokazano. A oto prosty przykład dla frazy ‘usługi transportowe’ (http://www.google.pl/#hl=pl&source=hp&q=us%C5%82ugi+transportowe&btnG=Szukaj+w+Google&lr=&aq=f&oq=us%C5%82ugi+transportowe&fp=d3b390e63b044297): ilość BL w/g Yahoo stron po kolei pomijając mapki Google:
Fajny art, pozdrawiam
6100
356
37819
68133
56
16
12924
64659
2153
265
Jest to pierwsza fraza jaką wklepałem nie doszukując się niczego na siłę. Nie zastanawiając się nad morał tego, spokojnie mogę z ogółem tekstu się utorzsamić. Google zarabia, chce zarabiać więcej jak każdy z nas i promocja swoich usług (Adwords), nawet kosztem innych (pozycjonerów), którzy notabene wcale się nie obrażą i nie odejdą przez to, wydaje mi się całkowicie spodziewanym kierunkiem działań. PS. Czekam na ten 2011
Listopad 6th, 2009 o 9:13 pm
Trochę mi się otworzyły oczy na SWL, może coś zmienię w podejściu do reklamy.
Pozdrawiam